Szkolenie online
4 POZIOMY PRACY NAD ZWIĄZKIEM
Czyli jak wzmocnić wzajemne uczucia, skończyć na zawsze
z kłótniami oraz zaprzyjaźnić się z partnerem/partnerką.
Transkrypcja
O czym jest ten poradnik?
Dla kogo to wszystko?
Przede wszystkim dla osób, które są w związku. Niekoniecznie musisz mieć jakiś problem i kryzys w swojej relacji. Wiedza, którą przekazuję, potrzebna jest absolutnie każdemu, lecz z jakiegoś powodu nikt nie uczy jej w szkołach ani nigdzie indziej - a przynajmniej nie w Polsce.
Jeśli czujesz, że w Twoim związku jest już bardzo źle, to obowiązkowo wszystko, czego się ode mnie dowiesz, trzeba wchłonąć i jak najszybciej wdrożyć.
Oczywiście jeśli ktoś jest singlem, to też na pewno skorzysta z mojej wiedzy - w przyszłości.
Z tych materiałów na pewno skorzystają również osoby, które mają na swoim koncie rozstanie. Warto wiedzieć, co poszło nie tak, toteż zachęcam, żeby uważnie wszystko przestudiować, jednak w tym przypadku szczególnie polecam mój kurs „Odzyskaj Ex”, który znajdziesz na stronie kursy.jakzdobywac.pl
Dlaczego warto zostać do końca webinaru?
Przede wszystkim dlatego, że będzie dzisiaj sporo wiedzy, która może mieć decydujący wpływ na to, jak będzie wyglądał wasz związek, a w konsekwencji reszta waszego życia.
Jednak ten webinar potrwa około godziny, być może odrobinę dłużej, więc musicie się liczyć z tym, że nie przerobimy całej wiedzy, jaka będzie Wam potrzebna. Dlatego dla kilku najszybszych i najbardziej ambitnych osób, będzie dostępna oferta całego mojego systemu, który składa się nie z godziny, ale kilkunastu godzin wiedzy i kilku miesięcy rozpisanych treningów odpowiednich umiejętności.
Ten system jest jeszcze w trakcie przygotowywania, więc to będzie bardzo atrakcyjna oferta przedsprzedażowa w dużej promocji. Będzie zatem na co zapolować - ALE to dopiero na koniec.
Kim jestem?
Zacznijmy od tego, że nauczam życia w związkach i tworzę programy treningowe dla par.
Może Ci się nasuwać pytanie: jakim cudem facet, który ma ledwie trzydzieści kilka lat, może mieć doświadczenie w naprawianiu małżeństw? Jak może mówić o tym, jak budować związek na całe życie?
Opowiem Ci krótko moją historię, która dużo wyjaśni.
Miałem dużo szczęścia i bardzo szybko zacząłem zdobywać wiedzę na temat psychologii i relacji, a wszystko dzięki filmowi, który obejrzałem, kiedy miałem 14 lat i który bardzo na mnie wpłynął.
Był to film „Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia”. Zafascynowały mnie w nim dwie postacie. Pierwszą z nich był Legolas – to właśnie od niego zaczęła się moja pasja łucznictwa, która trwa do dzisiaj. Drugą postacią, która jeszcze bardziej na mnie wpłynęła, był Gandalf.
Gandalf, jak pewnie wiecie, był bardzo mądry – i bardzo mi to imponowało jako nastolatkowi. Znał wiele języków, dużo czytał i uczył się, a ja chciałem być jak on. Dlatego po obejrzeniu tego filmu niemal zupełnie przestałem grać w gry komputerowe (a grałem wtedy bardzo dużo) i zamiast tego zacząłem intensywnie czytać, a do tego zająłem się poważnie nauką angielskiego.
To właśnie w tamtym czasie w znacznym stopniu zainteresowałem się psychologią i relacjami damsko-męskimi, ponieważ jako nastolatek ponosiłem na tym polu klęskę za klęską i czułem, że muszę coś z tym zrobić. Dużo zatem czytałem i wdrażałem wszystko w życie. W zasadzie od tamtej pory tak mi już zostało. W tym roku pobiłem rekord i do tej pory przeczytałem już 36… hmm… Chciałbym powiedzieć: książek, ale w zasadzie nie czytam teraz w ogóle książek – ta liczba obejmuje również kursy, które przerobiłem oraz audiobooki,
gdyż aktualnie słucham wyłącznie audiobooków po angielsku. Mniej więcej połowa tych materiałów dotyczy relacji lub rzeczy związanych z relacjami.
Ale wracając do historii: już wtedy, kiedy miałem te 15 lat, to, czego się nauczyłem, naprawdę działało i widziałem ogromną różnicę w tym, jak z czasem radziłem sobie w relacjach damsko-męskich. Do tego stopnia,
że kiedy kończyłem liceum, to praktycznie każdy mój kolega, a potem nawet koledzy kolegów przychodzili do mnie po poradę, kiedy mieli jakiś problem,
bo słyszeli, że się na tym znam. A ja sam bardzo to lubiłem – zwłaszcza kiedy widziałem, że to, co mówię, przynosi świetne efekty i coraz częściej ktoś mnie prosi o pomoc.
W 2008 roku zacząłem prowadzić pierwsze darmowe konsultacje. Wtedy nie miałem jeszcze strony internetowej i doradzałem właściwie tylko mailowo.
Po pewnym czasie pojawiało się jednak coraz więcej zgłoszeń. Poświęcałem
na to coraz więcej czasu i w końcu stwierdziłem, że chciałbym brać za to pieniądze. Wtedy moja pierwsza konsultacja kosztowała 50 zł. I tak się zaczęło.
W 2010 roku napisałem swoją pierwszą książkę, założyłem stronę jakzdobywac.pl i zacząłem prowadzić swój kanał na YouTube, który już dawno temu pozyskał 100 tysięcy subskrybentów, a niebawem, przy dobrych wiatrach, będzie ich dwa razy tyle.
W międzyczasie zaczęto mnie też zapraszać na różne wywiady w gazetach,
w radiu i telewizji. Zacząłem także odwiedzać uniwersytety w Polsce i za granicą.
Wielki przełom nastąpił w marcu 2019 roku. Wtedy wydarzyło się coś, co zupełnie zmieniło mój biznes i to, w jaki sposób doradzam ludziom.
Absolutnie nigdzie nie reklamowałem moich konsultacji i zdecydowana większość klientów trafiała do mnie z polecenia osób, którym wcześniej pomogłem, bo jeśli pomogłem uratować komuś małżeństwo albo odzyskać Ex, to mówili o tym swoim znajomym. Zatem, mimo że nie wydałem nigdy nawet złotówki na reklamę, ciągle zgłaszało się do mnie coraz więcej ludzi i musiałem stale podnosić cenę. Jednak w marcu 2019 roku, chociaż konsultacje ze mną kosztowały już 697 zł za godzinę, to pierwszy raz w życiu sprzedałem ich więcej, niż byłem w stanie poprowadzić, bo moja doba oczywiście ma pewne ograniczenia.
To właśnie wtedy postanowiłem, że nie mogę ciągle podnosić cen, tylko muszę usystematyzować całą tę wiedzę i przekazać ją innym ludziom. To właśnie po tym wydarzeniu przeszkoliłem pierwszych trenerów, którzy do dzisiaj pomagają mi prowadzić konsultacje, a także zacząłem tworzyć Love Alive System, czyli bazę wiedzy i ćwiczeń, uformowaną w konkretny program, który krok po kroku pomoże każdemu, kto ma problem w związku.
Mam nadzieję, że teraz już wiecie, że nie znalazłem się tu przez przypadek i naprawdę wiem, o czym piszę.
Szczęśliwy związek do końca życia to rzadkość
Na początek zacznijmy od złych wiadomości. Niestety, szczęśliwy związek
do końca życia to naprawdę ogromna rzadkość - a mimo wszystko jakoś
nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Powszechnie wiadomo, że mamy coraz więcej rozwodów, a ich odsetek sięga już 50%. Natomiast mało kto wie o dramatycznych statystykach, które ja sam odkryłem zupełnie przez przypadek dzięki mojej szwagierce. Pisała ona pracę magisterską z prawa rodzinnego i dotarła do statystyk GUS-u, które mówią,
że AŻ 30% małżeństw rozpada się po pierwszym roku. Powtórzę to jeszcze raz: 30% małżeństw rozpada się po pierwszym roku.
Starsze małżeństwa trochę zatem zawyżają statystyki, bo nawet jeśli nie układa się w nich za bardzo, to ludzie trochę starszej daty raczej się nie rozwodzą,
bo to wstyd, bo nie ma powodów, bo co sąsiedzi powiedzą itp.
Młodsze pokolenie nie ma już takich rozterek i kiedy związek jest kiepski,
to po prostu się rozpada.
Żeby jeszcze bardziej dolać oliwy do ognia, zwrócę uwagę na dwie sprawy:
1.Mówiliśmy cały czas o małżeństwach, natomiast zdecydowana większość związków nie dotrwa nawet do ślubu.
2.Cały czas mowa tu o przetrwaniu związku, a nie o wysokiej jakości związku,
a to ogromna różnica. Ludzie całymi latami żyją w bardzo kiepskich związkach, a jednak z jakiegoś powodu się nie rozstają.
To wszystko sprawia, że stworzenie szczęśliwego związku do końca życia, to naprawdę rzadkość. A mimo wszystko, mimo takich statystyk oraz powszechnej epidemii rozwodów, jakimś cudem ludzie ciągle są totalnie zaskoczeni, że to akurat ich związek się rozpadł. Nic na ten temat nie czytają, niczego się nie uczą, nie mają pojęcia, jak budować przyjacielską więź
z partnerem, jak ćwiczyć komunikację czy rozwiązywać konflikty. Potem, kiedy przychodzi rozstanie, następuje wielkie zdziwienie… i oczywiście najchętniej całą winę zrzucamy na partnera.
To trochę tak, jakby zupełnie nie dbać o zdrowie, jeść tylko dania z fast foodów, mieć zupełne siedzący tryb życia, do tego jeszcze palić i pić na umór,
a jednocześnie być zdziwionym, że w końcu dopadła nas jakaś choroba.
Dlaczego tak trudno jest utrzymać szczęśliwy związek do końca życia?
No właśnie, dlaczego utrzymanie związku do końca życia jest takie trudne? Dzieje się tak między innymi dlatego, że ewolucyjnie nie jesteśmy przystosowani do budowania tak długich związków - z ewolucyjnego punktu widzenia, takie relacje nie są nam niezbędne do przetrwania.
Nie musimy być w szczęśliwym związku do końca życia, żeby nasz gatunek przetrwał. W zasadzie najważniejsze jest wychowanie dzieci,
ale tutaj kluczowe jest pierwsze kilka lat życia dziecka, kiedy zagrożenie śmiercią jest największe. Dlatego na początku, przez pierwsze 2-3 lata związku, uczucia są najbardziej intensywne, a po tym czasie gwałtownie opada namiętność – jeden z trzech składników związku według Roberta Sternberga. Potem związek opiera się przede wszystkim na przyjacielskiej więzi
i wzajemnym, logicznym zaangażowaniu, czyli dwóch pozostałych czynnikach miłości, o których później napiszę trochę więcej.
Jakie płyną z tego wszystkiego wnioski?
Niestety takie, że związki w zupełnie naturalny sposób z czasem najczęściej nie robią się coraz szczęśliwsze, tylko się rozpadają. Jednocześnie utrzymanie szczęśliwego związku do końca życia jest możliwe, tylko nie przychodzi nam to naturalnie, samoistnie. Gdyby tak było, to wokoło byłoby mnóstwo szczęśliwych małżeństw, a odsetek rozwodów byłby żałośnie niski, a jak wiemy, jest odwrotnie.
Dlatego, żeby osiągnąć taki stan i mieć cudowny związek, który nie tylko się nie rozpadnie, ale przez długie lata przynosi nam mnóstwo satysfakcji i spełnienia, trzeba nad tym po prostu pracować, zdobyć sporo wiedzy i wypracować sobie odpowiednie nawyki.
Co decyduje o tym, czy Twój związek przetrwa?
Wymienię pokrótce cztery najważniejsze elementy, a potem każdy z nich omówię osobno dużo dokładniej.
1. Równowaga zaangażowania w relacje
Relacje prawie nigdy nie rozpadają się równomiernie. To znaczy, że najczęściej jedna strona chce się rozstać, a druga stara się zatrzymać partnera i przekonać do walki o związek. Dlatego najczęściej przed rozpadem równowaga zaangażowania zaczyna się coraz mocniej przechylać na czyjąś niekorzyść
i powstaje błędne koło. Czuję, że koniec jest coraz bliżej, więc coraz bardziej staram się o partnera, mam coraz więcej pretensji o to, że nie dostaję tego,
co chcę. Partner jest tym coraz bardziej przytłoczony, jeszcze bardziej się odsuwa i w końcu związek się rozpada.
Dlatego dbanie o równowagę zaangażowania jest bardzo istotne.
2. Komunikacja
Powiedz, kłócicie się częściej niż raz na miesiąc?
Częste kłótnie w związku to efekt niskich umiejętności komunikacyjnych. Tutaj bardzo łatwo jest automatycznie zwalić winę na swojego partnera i powiedzieć sobie: „No tak, dużo się kłócimy, bo mój partner nie robi tego, o co go proszę albo robi mi wiecznie awantury”. A jednak gdybyś miał bardzo wysokie umiejętności komunikacyjne, to prawdopodobieństwo wejścia w kłótnię jest drastycznie mniejsze. Wtedy kłótnie na pewno nie są codziennością, tylko co najwyżej wypadkiem przy pracy. Jeśli Twój partner nawet nie kiwnie palcem, ale to TY nauczysz się powstrzymywać te wszystkie automatyczne reakcje, które przychodzą do głowy, kiedy partner Cię atakuje, to choćby nie wiem jak bardzo Twój partner chciałby się z Tobą kłócić, to nie będzie w stanie tego sprowokować. Do tanga i do kłótni trzeba dwojga. Jeśli Ty nie wdasz się w awanturę, to partner co najwyżej sobie pokrzyczy, ale kłótni nie będzie.
3. Umiejętność rozwiązywania konfliktów
Pora na ważne rozróżnienie: kłótnia to nie to samo, co konflikt. Konflikt to w skrócie „budząca emocje różnica interesów”. To znaczy, że macie inne podejście np. do wydawania pieniędzy, do wychowania dzieci, czy do tego, w jakim miejscu dokładnie kupić mieszkanie – i chcecie różnych rozwiązań w danym temacie. Powstaje więc konflikt, ale nie musi powstać kłótnia. Konflikty są nieuniknione. Prędzej czy później w Waszej relacji będą powstawały różnice interesów i to wielokrotnie. Jeśli co najmniej jedno z Was nie ma zbyt wysokich umiejętności komunikacyjnych, to bardzo często będą też wtedy powstawały kłótnie i awantury.
Jeśli nie poradzicie sobie z zarządzaniem takimi konfliktami, to niestety może narastać między Wami coraz większa wrogość, a to już jest bardzo poważny problem. Wrócimy do tego już za chwilę.
4. Przyjacielska więź
Czy Twój partner jest Twoim najlepszym przyjacielem?
Wyobraź sobie związek, w którym partner jest Twoim najlepszym przyjacielem. To pierwsza osoba, do której idziecie, jeśli macie jakikolwiek problem. Kiedy długo się nie widzicie, to nie możecie się doczekać, żeby się spotkać i wszystko opowiedzieć drugiej stronie. Do tego macie poczucie, że możecie totalnie zaufać tej osobie i w pełni na niej polegać. Gdybyście wpadli
w jakieś kłopoty, to zawsze możecie liczyć na pomoc i macie pełne poczucie bezpieczeństwa.
Chyba każdy chciałby mieć taki związek, prawda? To właśnie w takim związku chcielibyśmy spędzić resztę życia, a nie w takim, w którym są ciągle jakieś kłótnie i wojny.
Osiągnięcie takiego stanu w związku będzie możliwe, jeśli zadbacie o budowanie przyjacielskiej więzi z partnerem. To właśnie taka głęboka więź jest największym spoiwem związku i nie tylko zabezpiecza związek przed rozstaniem, ale pozwala czerpać z niego ogromną satysfakcję.
Łamanie równowagi zaangażowania
Na czym dokładnie polega łamanie równowagi zaangażowania?
Wiem, że niektórym łamanie równowagi może kojarzyć się z tym, że to jedna strona dużo częściej mówi „kocham cię”, dużo częściej chce się przytulać lub potrzebuje dużo więcej rozmawiać niż druga strona.
W zasadzie te wszystkie rzeczy na dłuższą metę też mogą w pewnym stopniu przyczyniać się do łamania równowagi zaangażowania, ale mają na nią zdecydowanie mniejszy wpływ niż wszelkie negatywne komunikaty, które kierujemy do naszego partnera. Chodzi tu przede wszystkim o pretensje, okazywanie zazdrości i obrażanie się – o to, że druga strona nie jest nami zainteresowana.
Z jakiegoś powodu większość ludzi ma w sobie przekonanie: „Obowiązkiem partnera jest to, żeby mnie kochać. Jeśli nie spełnia tego obowiązku, czyli nie chce spędzać ze mną tak dużo czasu, jak ja bym chciał, nie chce tak często chodzić do łóżka, jak ja bym chciał, i w jakiś inny sposób nie pokazuje tak dużo swojego zaangażowania, jak ja bym chciał – to nie spełnia swojego obowiązku, a ja mam prawo mu to wypominać i się tego domagać”.
Tak oczywiście nie jest. Twój partner nie ma obowiązku Cię kochać,
bo paradoksalnie to nie od niego zależy co on do Ciebie czuje - to jak mocno kocha Cię partner dużo bardziej zależy od Ciebie - o czym powiem więcej
w dalszej części.
Spróbujmy spojrzeć na ten problem z trochę innej strony i zobaczmy,
jak to wszystko wygląda z perspektywy Twojego partnera.
Z różnych powodów jemu odrobinę przestaje na Tobie zależeć tak bardzo jak kiedyś. Nie chce mu się z Tobą kłócić, być może trochę mu się z Tobą nudzi,
bo nie macie głębszej więzi i nie cieszy go tak bardzo spędzanie z Tobą czasu, więc rzadziej wykazuje jakąś inicjatywę. To nie jest tak, że nagle zupełnie przestał Cię kochać. Po prostu jego uczucia straciły trochę na intensywności.
Ty to wyczuwasz. Chciałbyś rozwijać ten związek i spędzać więcej czasu
z partnerem, ale widzisz dystans po drugiej stronie i to Cię wkurza, bo nie dostajesz tego, czego chcesz.
Wierzysz, że obowiązkiem Twojego partnera jest staranie się o Ciebie, a on tego nie robi w takim stopniu, jak byś chciał, bo np. czasami woli sam coś oglądać w domu, zamiast gdzieś z Tobą wyjść albo woli spotkać się z przyjaciółmi zamiast z Tobą. Bardzo Cię to denerwuje i pokazujesz swoją frustrację, co jeszcze bardziej odpycha od Ciebie partnera. Teraz jeszcze mniej chce mu się z Tobą spędzać czas, toteż coraz bardziej się odsuwa, a Ty, czując, że go tracisz, coraz bardziej się od o niego starasz – i tak rozpędza się błędne koło, które może doprowadzić do rozpadu związku, jeśli go nie zatrzymasz.
Niestety, często w takich sytuacjach pojawia się jeszcze iluzja, która każe Ci wierzyć, że jeśli Ty teraz przestaniesz się starać, to już Wasz związek rozpadnie się natychmiast lub przynajmniej przestaniecie spędzać ze sobą czas.
Oczywiście to jest totalną bzdurą. Jest dokładnie odwrotnie, ale zależy Ci tak bardzo, że trudno jest Ci jasno myśleć.
Jak w takim razie naprawić zachwianą równowagę zaangażowania na Twoją niekorzyść? Przede wszystkim przestań popełniać błędy. Pozwól partnerowi
na bycie zdystansowanym i daj mu przestrzeń. Chce sam spędzić wieczór? Pozwól mu na to. Chce sam wyjść z przyjaciółmi? Nie ma sprawy. Ty też sam wychodź do znajomych i nie zapraszaj tam za każdym razem swojego partnera. Pozwól mu za sobą trochę zatęsknić i zastanowić się, co się u Ciebie dzieje.
Największy możliwy błąd, jaki możesz popełnić, to okazywać zainteresowanie w momencie, kiedy Twój partner pokazuje Ci jego brak.
Np. nie odbiera od Ciebie telefonu, a Ty, zamiast poczekać na spokojnie,
aż oddzwoni, dzwonisz kolejny raz i kolejny. A potem jeszcze każesz mu się tłumaczyć, dlaczego nie odbiera. Nie chce z Tobą wyjść na miasto? Zamiast wyjść sam albo umówić się z kimś innym, Ty go przekonujesz, czy jeszcze gorzej: błagasz, żeby jednak zmienił zdanie.
Oczywiście tych zasad jest znacznie więcej i tych kilka krótkich wskazówek to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Mówię o tym przez kilka godzin w moim kursie „Pokonaj kryzys w związku”.
Naprawienie równowagi uczuć to kluczowa sprawa, dlatego jeśli czujesz,
że ten problem dotyczy Twojego związku, to nie możecie zaniedbać tego tematu.
Wiesz już, co zrobić, kiedy równowaga jest złamana na Twoją niekorzyść,
ale pozostaje jeszcze pytanie, czy da się coś zrobić jeśli to nasz partner ją łamie. Czy możesz coś z tym zrobić? Tak i to bardzo dużo. Możesz bardzo pomóc swojemu partnerowi, ale to bardzo długi temat, który jest wart omówienia przy innej okazji.
Przejdźmy dalej.
Co niszczy związek?
Wiemy już jakie elementy składają się na dobry związek. Teraz podejdźmy do tego tematu z nieco innej strony i zobaczmy, co niszczy relacje.
Fatalna komunikacja
Już wiesz, że umiejętność dobrej komunikacji jest bardzo ważna. A czy wiesz też, o co się najczęściej kłócimy? Co to może być? Pieniądze? Seks? Dzieci? Jak myślisz?
Najczęściej kłócimy się… o nic. Dokładnie o nic. O to, że ktoś coś nie tak powiedział, ale teraz już nie pamiętamy nawet co to dokładnie było, ale na pewno nie było to uzasadnieniem awantury, która powstała.
Oczywiście konflikty mogą dotyczyć wielu spraw, ale kłótnie wynikają z tego,
że nie wiemy, jak na spokojnie i z szacunkiem o tym rozmawiać i jak dojść do porozumienia bez krzyku.
Ktoś mógłby zapytać, jak to w ogóle możliwe, że dwoje kochających się ludzi, którzy chcą spędzić ze sobą resztę życia, którzy w innych okolicznościach być może nawet w ogień by za sobą skoczyli, jednak potrafią się tak bardzo denerwować o rzeczy, które są zupełnie nieistotne. Jak to się dzieje?
Winowajcą – jak zwykle – jest nasz mózg. Mamy wbudowane dwa mechanizmy, które mocno utrudniają nam dojście do porozumienia w sytuacjach konfliktowych.
Pierwszy mechanizm to samousprawiedliwienie wszystkiego, co MY robimy. Nawet jeśli ewidentnie zrobiliśmy coś nie tak i partner słusznie ma do nas o coś pretensje, to nasz mózg natychmiast produkuje usprawiedliwienia,
w które bardzo łatwo nam uwierzyć. Owszem, spóźniliśmy się o pół godziny, ale przecież nasz partner w 1997 roku spóźnił się aż o godzinę, więc czegóż on teraz od nas chce?
W parze z mechanizmem samousprawiedliwienia idzie jeszcze mechanizm automatycznego szukania winy w naszym partnerze. Kiedy coś idzie nie po naszej myśli, natychmiast mamy winowajcę, a wtedy łatwo o krytykę i atak.
Gdy w dyskusji rodzi się wrogość, to szanse na osiągnięcie konstruktywnego porozumienia wynoszą według badań zaledwie ok. 4%. Dlatego w takiej sytuacji zdecydowanie lepiej przerwać kłótnię, ochłonąć i wrócić do rozmowy dopiero wtedy, kiedy będziemy już spokojni.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nasz partner również ma w głowie te same dwa mechanizmy. To daje wybuchową mieszankę, bo obwiniamy się nawzajem, a jednocześnie nie widzimy swoich błędów, co właśnie prowadzi do awantury.
I teraz znowu powstaje pytanie: jak w takim razie nauczyć się dobrze komunikować? Temat znów jest bardzo obszerny i w moim kursie omawiam go przez kilka godzin, a potem jest jeszcze miesięczny trening, ale w skrócie można to sprowadzić do dwóch rzeczy.
Po pierwsze, trzeba dowiedzieć się, jakie są zasady prowadzenia rozmowy
w taki sposób, żeby partner nie czuł się atakowany. Dzięki temu nie będą się uruchamiały jego mechanizmy obronne i będzie mu dużo łatwiej nas zrozumieć.
Po drugie, trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć, a także wyrabiać sobie nawyki dobrej komunikacji, które zostaną z nami wtedy, kiedy będą nam najbardziej potrzebne, czyli kiedy zrobi się gorąco i partner nas zaatakuje – oczywiście słownie.Muszę Ci się do czegoś przyznać. Zupełnie nie spodziewałem się, że nauka skutecznej komunikacji daje nie tylko lepsze relacje, ale przede wszystkim duży spokój i... wolność. Tak, to najlepsze słowo, którym można to opisać.
Kiedy będziesz miał przećwiczone te umiejętności, to w momencie,
kiedy partner będzie się z jakiegoś powodu na Ciebie denerwował, nie będziesz już widział zagrożenia dla siebie ani okazji do kontrataku. W końcu będziesz mógł tam zobaczyć zmartwionego, często sfrustrowanego i przestraszonego człowieka – i to tego człowieka, z którym chcesz spędzić resztę życia i za którego być może nawet oddałbyś życie. Tego, który zwraca się do Ciebie
z problemem w jedyny znany sobie sposób, ale nawet jeśli robi to fatalnie, najgorzej jak się da, to nagle jesteś w stanie spokojnie na niego spojrzeć
i w końcu zobaczyć jego problem. To sprawia, że pojawia się szansa, by go zrozumieć i może nawet problem rozwiązać.
Mam nadzieję, że to wszystko ma dla Ciebie sens i nie wydaje się za bardzo przytłaczające, bo nie powinno. Nauka dobrej komunikacji to całkiem spore wyzwanie, ale gra zdecydowanie jest warta świeczki, bo poprawiając swoją komunikację, poprawicie jednocześnie wszystkie swoje relacje. Nie tylko z partnerem, ale też z resztą rodziny, ze znajomymi, a nawet z wrednym kolegą czy koleżanką z pracy. Dzięki ćwiczeniom komunikacji nagle ludzie przestaną Cię wkurzać i łatwiej będzie Ci po prostu im współczuć, zamiast się na nich denerwować.
Oczywiście to wszystko to tylko zarys tego, co możesz osiągnąć pracując nad komunikacją. Oprócz samej wiedzy ważniejszy jest przede wszystkim trening i praca nad dobrymi nawykami – stworzyłem cały program treningowy o nazwie „Doskonałe relacje w 30 dni”, który serdecznie Ci polecam.
Konflikty i wrogość
To coś, co zdecydowanie fatalnie działa na związek i na dłuższą metę jest zabójcze.
Znasz takie pary, które są wobec siebie wrogie publicznie? Kłócą się ze sobą przy swoich znajomych? Rzucają – delikatnie mówiąc – niemiłe komentarze swoim kierunku nawet w obecności innych ludzi?
Chyba każdy był kiedyś świadkiem takiej sytuacji. Mam tylko nadzieję, że nie jest tak teraz w Twoim związku, ale nawet jeśli jest, to nie martw się na zapas, ponieważ możesz zrobić jeszcze bardzo dużo.
W każdym razie słynne badania przeprowadzone przez Johna Gottmana w jego „Laboratorium Miłości”, jak sam je nazwał, wykazały, że wrogość w związku to jeden z najgorszych zwiastunów końca relacji.
Gottman szczyci się tym, że obserwując pary w swoim Laboratorium Miłości, potrafił przewidzieć z 94-procentową skutecznością, czy para przetrwa, czy się rozstanie w ciągu najbliższych 6 lat.Wrogość w związku była dla niego najważniejszą wskazówką świadczącą o tym, że związek prędzej czy później się rozpadnie. Dlatego wrogość to duży problem w związku i koniecznie trzeba go rozwiązać.
Najczęściej wrogość to narastający problem, który działa na zasadzie błędnego koła. Im więcej wrogości w danej chwili, tym większe prawdopodobieństwo,
że ta wrogość będzie rosła, jeśli nic z tym nie zrobimy, bo kiedy przyjmujemy wrogą postawę, to kolejne kłótnie i konflikty są tym bardziej prawdopodobne.
Praca nad komunikacją na pewno pomoże, ale to nie wystarczy. Jak już wspomniałem, jedną z najważniejszych przyczyn pogłębiającej się wrogości są ciągle powracające, nierozwiązane konflikty między partnerami. To oczywiście niejedyny powód, ale na pewno bardzo istotny, z którym koniecznie trzeba coś zrobić, jeśli chcesz pozbyć się wrogości.
Na szczęście nauka ma na ten temat bardzo dużo do powiedzenia i można nauczyć się, jak zarządzać konfliktami tak, żeby obie strony były zadowolone.
Kiedyś większość konfliktów, czy to między jednostkami, czy między całymi narodami, najczęściej kończyła się przemocą – wygrywał po prostu silniejszy. Rewolucja przyszła ze starożytnej Grecji, gdzie wynaleziono system adwersarialny: nie musimy już się ze sobą bić, bo możemy poprosić jakąś osobę, której oboje ufamy, żeby rozstrzygnęła konflikt między nami.
System adwersarialny towarzyszy nam do dzisiaj, bo w taki sposób działa sądownictwo. Oczywiście ma wiele to zalet, ale jednocześnie ma też jedną POTĘŻNĄ wadę, która dyskwalifikuje ten system jako sposób rozwiązywania sporów w związkach. Mianowicie w tym systemie zawsze jest jeden wygrany
i jeden przegrany. Chyba nikt nie oczekuje, że pozwie kogoś ze swojej rodziny do sądu, wygra w nim, udowodni swoją rację, a potem będzie pewny,
że wszystko natychmiast wróci do normalności i cały proces nie będzie miał żadnego wpływu na relacje.
Mimo, że prawie żaden konflikt związkowy nie kończy się w sądzie, to jednak mamy takie samo podejście, jakbyśmy w nim byli. Kiedy pojawia się jakiś spór, to chcemy go wygrać, zakładając, że nasz partner go przegra. Chcemy pokazać, że to drugie było w błędzie, że to my mamy rację, ale to jest ślepy zaułek,
który prowadzi tylko do powstania wrogości.
Weźmy pod lupę taki trywialny przykład prostego konfliktu: ja chcę pojechać
w góry, a mój partner nad morze. Jeśli ja za wszelką cenę będę chciał rozwiązać ten konflikt, przekonując partnera, żebyśmy wybrali moją opcję, i podając nawet najtrafniejsze argumenty, ale nie dbając o to, co mój partner na ten temat myśli i jak się będzie czuł w górach, to nawet jeśli wygram, postawię na swoim i pojedziemy w te góry wbrew woli mojego partnera. Może się wtedy okazać, że w praktyce oboje przegramy. Bo kiedy będziemy na miejscu,
to mojemu partnerowi nie będzie się podobało. Nie będzie mu się chciało chodzić po górach, więc i tak będziemy siedzieli przez większość wyjazdu
w hotelu, w kiepskiej atmosferze i chociaż pojechaliśmy tam, gdzie ja chciałem, nasz urlop był i tak zepsuty.
Na szczęście w drugiej połowie XX amerykański socjolog Morton Deutsch zakwestionował system adwersarialny i zaproponował zupełnie inną metodę zarządzania konfliktami, która nazywa się win-win, czyli po polsku „zwycięstwo-zwycięstwo”.
Myślę, że prawie każdy słyszał o metodzie win-win, ale co ciekawe, używając słów win-win, prawie zawsze mówimy o jakiejś współpracy czy o robieniu wspólnie interesów, a nie o konflikcie. Tymczasem ta metoda służy właśnie
do rozwiązywania konfliktów.
To właśnie dzięki temu sposobowi zarządzania konfliktami udawało się i do dzisiaj udaje się zażegnać nawet najtrudniejsze konflikty zbrojne, toczone między całymi narodami z długą historią wojen i nienawiści. Między innymi właśnie dzięki tej metodzie udało się wynegocjować trwały pokój między Egiptem i Izraelem, który trwa do dzisiaj już od dekad.
Mamy zatem potężne narzędzia, które pomagają kończyć wojny i utrzymać pokój na świecie. Dokładnie te same strategie możemy wykorzystać w naszym związku, żeby w końcu zamknąć konflikty i wykorzenić wrogość.
Jak to się dzieje, że nie uczymy się o tym w szkole? Naprawdę nie wiem.
Jednak zdecydowanie warto nadrobić tę wiedzę na własną rękę.
Jak rozwiązywać konflikty metodą win-win? Przede wszystkim szukając współpracy i zrozumienia z partnerem, zamiast z nim konkurować i na siłę forsować swoje zdanie.
Powiem Ci, jak to zadziałało ostatnio w moim związku, kiedy miałem z moją Dorotą konflikt o to, jaką podłogę wybrać do pokoju zabaw w naszym domu, do którego właśnie się przeprowadzaliśmy. Ja chciałem podłogę z wytrzymałych puzzli piankowych – takie same podłogi są w salach, w których ćwiczy się różne sztuki walki. Spokojnie można się na tym przewrócić i nic się nie stanie, podłoga jest bardzo ciepła i do tego spokojnie można się na niej bawić samochodzikami czy układać na niej klocki. Jednak mojej Dorocie nie podobała się wizualnie taka nawierzchnia. Dorota chciała, żeby w pokoju zabaw była wykładzina. Ja jednak widziałem w tym rozwiązaniu spore wady: gorzej na tym układać klocki czy bawić się samochodzikami. Trudniej jest też taką powierzchnię wyczyścić i dlatego powiedziałem, że wykładzina odpada, Dorota, że puzzle piankowe odpadają – no i powstał impas. Tylko zamiast się kłócić i przekonywać nawzajem do swoich racji, zaczęliśmy szukać innych rozwiązań i Dorota całkiem szybko znalazła podłogę z płytek korkowych,
która miała praktycznie wszystkie zalety pianki i do tego jest dużo ładniejsza wizualnie niż pianka, obojgu nam spodobała się zatem jeszcze bardziej niż dwie wcześniejsze opcje.
Nikt nie przegrał. Oboje wygraliśmy i jesteśmy bardzo zadowoleni z tego rozwiązania.
Oczywiście to bardzo prosty konflikt. Sprawa robi się dużo trudniejsza,
kiedy konflikt dotyczy poważniejszych rzeczy typu posiadanie dziecka, wydawanie pieniędzy czy to, w jakim miejscu kupimy dom albo mieszkanie. Natomiast takie konflikty też da się rozwiązać, kiedy znacie metodologię.
Na temat zarządzania konfliktami, wybaczania i przepracowywania traumatycznych przeżyć w związku również stworzyłem kurs, który dopiero niedawno skończyłem nagrywać.
Brak przyjacielskiej więzi
Kolejnym aspektem bez którego stworzenie szczęśliwej relacji na całe życie nie jest możliwe, jest głęboka więź z partnerem.
Amerykański psycholog Robert Sternberg opisał dynamikę trzech składników miłości. Według niego po mniej więcej 2-3 latach w związku gwałtownie
i bezpowrotnie zaczyna opadać namiętność, czyli wszystkie intensywne uczucia związane nie tylko z pociągiem seksualnym, ale też z podekscytowaniem przed spotkaniem z partnerem czy nawet tęsknotą i zazdrością o partnera.
Po tym czasie związek opiera się głównie na intymności, czyli na głębokiej przyjacielskiej więzi. Jeśli tej więzi nie ma i namiętność zaczyna opadać,
to związek przechodzi w fazę pustą – to znaczy, że trzyma się już tylko na zobowiązaniu. Czyli jesteśmy ze sobą, bo tak postanowiliśmy, mamy razem kredyt, być może nawet dzieci, nasze rodziny już się znają, a nie ma za bardzo powodów, żeby ze sobą zerwać.
Jednak taki związek to związek niskiej jakości, bardzo narażony na kryzysy. Rozpadnie się przy pierwszych większych kłopotach.
Dlatego, jeśli naprawdę chcemy stworzyć związek, który nie tylko przetrwa,
ale w którym będziemy się świetnie czuli do końca życia, to konieczne jest zadbanie o to, żeby naprawdę zaprzyjaźnić się z partnerem.
Problem polega na tym, że nasze czasy i technologia nam w tym nie sprzyjają. Kiedyś, kiedy nie było nawet telewizorów, najlepszą rozrywką były codzienne spotkania i rozmowy. Często całymi rodzinami. Dzisiaj natomiast najbardziej powszechną rozrywką par jest wspólne oglądanie seriali albo wpatrywanie się w telefon – oczywiście każdy patrzy w swój.
Tymczasem wypracowanie głębokiej więzi z partnerem wymaga przede wszystkim stworzenia sobie okazji do rozmów, najlepiej sam na sam, bez żadnych dodatkowych rozpraszaczy. Jeśli już jest między Wami duża wrogość, to może to być trudne i najpierw konieczne będzie naprawienie równowagi zaangażowania czy poprawa komunikacji. Jest to jednak do zrobienia, nawet jeśli teraz jest bardzo kiepsko – i na ten temat też mam już gotowy cały program szkoleniowy.
Wszystko to sugeruje, że pracy jest mnóstwo.
Może Ci się wydawać, że Ty się do tego nie nadajesz albo Twój partner jest
już tak zdystansowany, tak zamknięty, że nie ma szans na to, żeby coś między Wami udało się zrobić. Jednak zaraz Ci udowodnię, że stać Cię na więcej,
niż myślisz.
Jak jest w Twoim związku?
Zastanawiałeś się kiedyś, jak zbudować piękny, funkcjonalny dom?
Taki ogromny projekt może być przytłaczający. Na pierwszy rzut oka wydaje się to wręcz super skomplikowane, jeśli nie masz w tym doświadczenia.
No bo nie masz materiałów, nie wiesz, jak zdobyć pozwolenie, jak budować, ani tym bardziej, jak wykonać wszystkie wewnętrzne instalacje, już nie wspominając o wykończeniu.wykończeniu.
Zdecydowanie łatwiej jest, kiedy podejdziesz do tego krok po kroku. Założę się, że przeczytanie o tym, jak zdobyć pozwolenie na budowę, już nie wydaje się tak przytłaczające, nawet jeśli nigdy nie miałeś z tym do czynienia.
Jeśli potem poczytasz sobie o tym z czego i jak dokładnie zbudować fundamenty, to okaże się, że to też wcale nie jest tak skomplikowane i da się to zrobić. I tak z każdym kolejnym etapem.
Nawet jeżeli masz super-trudny projekt domu w górach nad przepaścią,
ale do każdego z 20 czy nawet więcej etapów budowy podejdziesz osobno,
to nagle okaże się, że możesz zrobić coś tak potężnego i skomplikowanego jak dom. Właśnie w taki sposób tysiące ludzi w Polsce własnymi siłami stawiają domy. Co ciekawe, dokładnie w taki sam sposób niedawno wybudował dom mój sąsiad. Kupił sobie kurs internetowy, jak budować dom krok po kroku i zrobił to w większości zupełnie sam.
Podobnie jest z Twoim związkiem. Nawet jeżeli teraz uważasz, że projekt może być nieosiągalny, to zmieni się to, jeśli rozłożysz sobie każdy poszczególny element na czynniki pierwsze i każdym zajmiesz się z osobna na spokojnie.
Jak zbudować piękny dom?
Pora na dobre
wiadomości
Teraz pora na dobre wiadomości.
Jeśli Twój związek jeszcze się nie rozpadł, to masz ogromne pole manewru. Co najmniej połowa konsultacji, które prowadzę dotyczy odzyskiwania eks, czyli naprawiania związku, który już się rozpadł. Który teoretycznie już nie istnieje.
Nawet wtedy odbudowa takiego związku w wielu przypadkach jest możliwa i bardzo wielu moich klientów odnosi na tym polu sukcesy, ratując swoje związki, a często nawet całe rodziny.
Dlatego, kiedy prowadzę konsultację i dowiaduję się, że jeszcze nie było rozstania, nawet jeśli już jest do niego bardzo blisko i bardzo źle, to odczuwam ogromną ulgę. Uff… No to luz! Da się dużo zrobić. W tym metaforycznym domu nie trzeba budować od nowa całych ścian, wystarczy tylko załatać dach, zburzyć dwie ścianki działowe, naprawić elektrykę i voilà!
Można mieszkać.
Ale mój partner już mnie nie kocha!
Często, kiedy ktoś się do mnie zgłasza, słyszę, że to wyjątkowo trudny przypadek, bo „mój partner już mnie nie kocha, wprost mi to powiedział,
nie chce nic zrobić i nie będzie się starał”.
Zacznijmy od tego, że miłość to nie system zero-jedynkowy, gdzie partner
albo kocha, albo nie kocha. Ja lubię to porównywać do temperatury w pokoju. To nie jest tak, że jest albo lodowato, albo gorąco. Przeciwnie, może być 10 stopni, ale może być też 17 czy 18 stopni. Albo 25. Nie ma odpowiedzi:
tak albo nie. Oprócz tego, tak jak temperatura, uczucia zmieniają się z czasem.
To, że partner jeszcze pół roku temu mówił Ci, że Cię kocha, nie znaczy,
że teraz Cię kocha.
Ale też to, że teraz mówi, że nie kocha, albo to po nim widać, nie oznacza,
że nie będzie kochał za miesiąc czy parę miesięcy, kiedy znacznie zmienisz swoje zachowanie.
Podejdźmy do tego z jeszcze innej strony. Pozwól, że zadam Ci pytanie: czy możesz przestać kochać swojego partnera? A może potrafisz się zakochać na zawołanie w kimś innym? Nie. Nie masz władzy nad tym, kogo kochasz, a kogo nie kochasz. Tak samo ma Twój partner.
Co decyduje o tym, czy kochasz swojego partnera? Wiele rzeczy, ale najbardziej Twój partner. To jego zachowanie ma na to największy wpływ.
Co decyduje o tym, czy Twój partner Cię kocha? Przede wszystkim Ty.
Twoje zachowanie w stosunku do niego najbardziej na to wpływa.
Miłość to nic innego jak chemia w naszym mózgu.
Obudzenie starego uczucia to jak przypomnienie sobie języka, którym dawno nie mówiłeś, ale który kiedyś znałeś. Jest to dużo łatwiejsze niż uczenie się jakiegoś nowego języka od podstaw.
Dlatego nawet jeśli Twój partner teraz mówi albo zachowuje się, jakby już Cię nie kochał, to w momencie, kiedy zmienisz swoje zachowanie, możesz obudzić w nim te same uczucia, które kiedyś do Ciebie żywił i, co najciekawsze, on nie będzie miał wtedy nic do gadania. Po prostu poczuje, że dużo bardziej mu na Tobie zależy.
Jeszcze chwilę przed tym, zanim zacząłem pracę nad Love Alive System,
moja klientka (nazwijmy ją Jowita), zgłosiła się do mnie na konsultacje,
bo miała problem. W jej związku było dużo wrogości, prawie zero przyjaźni, niskie zaangażowanie jej partnera i mocno złamana równowaga uczuć na jej niekorzyść.
Jej facet po prostu się o nią w ogóle nie starał, nie miał dla niej czasu,
nie reagował na żadne prośby czy rozmowy, na dodatek czuła, że już coś się może kroić na boku, bo ostatnio sporo z kimś pisał, ale raczej nie było to nic poważnego, bo po pracy ani na weekendy raczej nie wychodził z domu,
więc wiedziała, że może to być co najwyżej jakiś flirt.
No i jak tu pracować nad konfliktami albo nad pogłębianiem więzi?
To od niej właśnie usłyszałem: „Pewnie to działa na innych, ale mój przypadek jest tak trudny, że ja już nie widzę nadziei”.
Opowiedziała mi całą historię. Co zrobiła, odkąd przerobiła wszystkie moje filmy na YT, bo tylko na nich się opierała. W skrócie: zaczęła poprawiać komunikację, próbować wzmocnić więź i odbijała się niemal jak od ściany.
Było ciut lepiej, ale nadal kiepsko. I to jest standard. Dlaczego? Bo nie można naprawiać przyjacielskiej więzi, jeśli jest złamana równowaga uczuć i jeszcze pojawiła się jakaś nowa osoba na boku.
Do tego, jak ją trochę podpytałem, co dokładnie robiła, to się okazało, że nadal było tam sporo błędów z jej strony – głównie okazywanie zazdrości i pretensje.
To wszystko niestety wyglądało tak, jakby ciągnęła go do siebie ręką,
a odpychała nogą.
Po tym, jak sama mi opowiedziała, jak wygląda sytuacja i co dokładnie robiła,
a czego jeszcze nie zrobiła, zadałem jej jedno pytanie:
"Czy wyobrażasz sobie, że po tym wszystkim on mógłby się zachować inaczej?"
Oczywiście, że nie mogłoby być inaczej. Całe JEJ zachowanie doprowadziło do tego, że ciągle było między nimi źle.
Co zrobiła?
Standardowy książkowy plan. Przestała szukać jego uwagi, zaczęła wychodzić
z domu, czasami nawet zostawać na noc u koleżanki, w końcu też przestała okazywać zazdrość i mieć o cokolwiek pretensje, ale przy tym była nadzwyczaj miła i przyjazna, nie wyglądała na obrażoną czy zagniewaną.
Pewnie jesteście ciekawi jak to zadziałało?
Po pierwszym tygodniu zobaczyła pierwsze drgnięcie i lekką zazdrość.
Po drugim zaczęły się pretensje ze strony partnera i pytania, co się dzieje,
ale oprócz tego pierwsza od miesięcy propozycja wspólnego wyjścia.
Po 4 tygodniach to on już sam chciał rozmawiać o tym, co się dzieje w ich związku.
To oczywiście był dopiero początek drogi, bo jeszcze trochę pracy przed nimi, ALE często to, co pozornie jest nie do zmiany, jest łatwiejsze,
niż się wydaje, kiedy wiesz co robić.
Pozycja władzy to bardzo potężna postawa, którą możecie wykorzystać,
żeby poprawić swój związek. Zobaczmy to na przykładzie.
Załóżmy, że kobieta ma problem, bo jej mąż jest bałaganiarzem, a ona chciałaby, żeby po sobie sprzątał. Ciągle zwraca mu o to uwagę i wynikają
z tego powodu częste kłótnie.I tak od 10 lat nic się nie zmienia, bo ona uważa, że to on powinien się zmienić. Ona ma tylko jedną i tę samą receptę, która nie działa – ciągłe pretensje o bałagan. Tak wygląda problem.
Teraz pytanie: na czym polega pozycja władzy?
Czytałem kiedyś książkę jednego z dowódców amerykańskich komandosów. On opisuje sposób myślenia o dowodzeniu swoimi żołnierzami zupełnie inaczej. Myśli tak: „Jeśli moi ludzie nawalili, to znaczy, że to ja coś zrobiłem nie tak. Np. ja ich odpowiednio nie przeszkoliłem. Nie przygotowałem ich do tego zadania. Dzięki takiemu podejściu to ja mam władzę nad tym, co mogę zrobić lepiej w przyszłości. Nie czekam w bezsilności na to, aż ktoś się zmieni, tylko zawsze zastanawiam się, co mogę zrobić w swojej strefie wpływu”.
Naprawdę warto taką postawę przyjąć w związku. Jak to wygląda w praktyce?
Moja żona ma ataki złości? NIE WYMAGAM OD NIEJ ZMIANY. Zastanawiam się, co ja mogę robić, żeby nauczyć się z nimi radzić. Jak mogę jej pomóc?
Mój mąż mnie nie kocha? NIE WYMAGAM OD NIEGO ZMIANY. Zastanawiam się, co ja mogę zrobić, żeby zaczął mnie znowu kochać.
Mój facet nie chce po sobie sprzątać? Skoro przez 10 lat nie działało ględzenie i pretensje, to już raczej nie zadziała. Co innego mogę zrobić?
I teraz wiem, że takie podejście może rodzić jeszcze jedną częstą obiekcję:
To jest częsty zarzut: dlaczego to ja muszę się zmieniać? To w końcu z moim partnerem jest coś nie tak. Jeśli on się nie zmieni, to ja nie chcę z nim więcej być.
Ważna wiadomość: on sam się nie zmieni. Mogę to praktycznie zagwarantować. Musiałby się stać cud.
Dlatego teraz stoi przed Tobą decyzja: czy chcesz się poddać i zostawić ten związek? Czy może jednak chcesz spróbować?
Jeśli chcesz spróbować, to jedyną drogą jest zmiana siebie. Świetną metaforą, która pozwoli dużo lepiej zrozumieć, jaki macie wpływ na Wasz związek i na partnera, jest porównanie Waszego związku do samolotu.
Wyobraźcie sobie, że jesteście pilotami, którzy lecą w jednym samolocie. Samolot to Wasz związek. Jesteście zespołem. Jeśli nikt z Was nie umie latać,
no to będzie katastrofa. To praktycznie nieuniknione. ALE wystarczy, że tylko Ty umiesz latać. Wtedy nawet jeśli Twój partner będzie totalnym partaczem,
to jest spora szansa, że się jednak nie rozbijecie.
Z tej metafory płynie jeszcze więcej ciekawych wniosków.
Dopiero kiedy sam umiesz latać, możesz uczyć tego kogoś innego. Jeśli sam nie umiesz się dobrze komunikować, rozwiązywać sporów czy dbać o waszą więź, to nie wymagaj tego od swojego partnera.
Najpierw sam się tego naucz, a kiedy już będziesz umiał, to po pierwsze: nie będziecie mieli już tyle kłopotów i katastrofy lotniczej na karku, a po drugie: Twój partner w końcu będzie miał się od kogo tego nauczyć.
Jeśli Ty się zmienisz, wszystko się zmieni
To jest jedna z najlepszych wiadomości. Twój partner nie decyduje o tym, jak bardzo Cię kocha – to Ty o tym decydujesz. Jeśli zmienisz swoje zachowanie, jego postępowanie też się zmieni.
Jeśli Ty nauczysz się lepszej komunikacji i rozwiązywania konfliktów,
to częstotliwość kłótni drastycznie spadnie. Nie da się kłócić w pojedynkę.
Twój partner może być bardzo wrogi, może krzyczeć i miotać się, ale nie będzie się w stanie z Tobą pokłócić, jeśli Ty nie podejmiesz podobnego zachowania.
To właśnie pierwszy krok do tego, żeby rozładować wrogość między Wami.
Jeśli przestaniesz go przytłaczać swoim dopominaniem się o miłość, zazdrością, pretensjami, jeśli dasz mu więcej przestrzeni, to będzie między Wami lepiej. Tak się dzieje nawet wtedy, kiedy on już zaczyna z kimś innym flirtować.
Widząc Twoją zmianę, nagle zaczyna czuć, że bardziej mu się podobasz i nic
z tym nie może zrobić. Całe jego zachowanie powoli zacznie się zmieniać.
Oczywiście przykładów tego, jak potężna jest zmiana siebie, jest znacznie więcej. Historie tego, jak to działa w praktyce, mógłbym opowiadać godzinami, ale najważniejsza zasada jest jedna: zmianę zawsze zaczynaj od siebie.
Nigdy nie próbuj zmieniać na siłę swojego partnera.
Uważaj na własną intuicję
Niestety to jak działają nasze uczucia jest bardzo nieintuicyjne. Często kiedy pomagam moim klientom, spotykam się z lękiem, że jeśli ktoś przestanie się starać, to już nic nie wyjdzie z tego związku. „Jeżeli ja nie będę się starał,
to mój partner na pewno nie zacznie i zwyczajnie się od siebie oddalimy”. Jednocześnie osoba, która mi coś takiego mówi, nie widzi, że partner się nie stara, a jednak to jej nie odrzuciło. W zasadzie jest dokładnie przeciwnie.
Im bardziej się nie stara i im większe ryzyko, że zaraz zerwie, paradoksalnie tym bardziej mi zależy. A kulminacja jest wtedy, kiedy następuje zerwanie.
Nikt w momencie rozstania nie myśli: „już mu nie zależy, to ja też się nie będę starał”. Jest odwrotnie. Nawet jeśli wcześniej myślałeś już o zerwaniu, ale Twój partner Cię w tym uprzedzi i zerwie pierwszy, to nagle dostajesz totalnego emocjonalnego kopniaka. Nie możesz myśleć o niczym innym i nagle zastanawiasz się, jak mogłeś w ogóle myśleć wcześniej o zerwaniu.
Oczywiście sytuacje bywają różne, ale tak właśnie wygląda ta główna tendencja, od której jesteśmy wszyscy uzależnieni.
Dokładnie tak samo zadziała to na Twojego partnera, kiedy w końcu dasz mu więcej przestrzeni. Co najwyżej będzie kilka dni bez większego kontaktu, ale po tym czasie ten kontakt będzie dużo bardziej pożądany i wytęskniony.
Uważaj na rady znajomych
To bardzo ważne ostrzeżenie. Często nasi znajomi czy nawet najlepsi przyjaciele, którzy życzą nam jak najlepiej, chcą dla nas jak najlepiej, mogą nam źle doradzać.
Dzieje się tak dlatego, że często Twoi znajomi, skoro Cię lubią i to Twojej wersji historii słuchają, są tylko po Twojej stronie. Zamiast powiedzieć Ci, że Ty coś robisz nie tak, tylko utwierdzają Cię w przekonaniach, które mogą być błędne. Jeśli Twój rozmówca nie jest obiektywny, a nie lubi za bardzo Twojego partnera i ewidentnie trzyma Twoją stronę, to może lepiej nie pytać go o zdanie.
Poza tym żyjemy w kulturze, która wspiera indywidualność, a nie związki.
Nie chcemy naprawiać, chcemy tworzyć nowe. Nie chcemy zmieniać swojego zachowania, chcemy zmienić zachowanie partnera. A jak się nie da tego łatwo zrobić, to od razu myślimy o rozstaniu – tak przynajmniej często doradzają nam znajomi, którzy nie muszą podejmować tego kroku. Łatwo im mówić, prawda?
No i oczywiście potężnym powodem, dla którego nie powinniśmy słuchać znajomych, jest to, że najczęściej nie mają pojęcia o tym, jak działają związki,
a jednak uważają się za ekspertów i doradzają – najczęściej błędnie. Uważaj więc na takie rady i zawsze sam dwa razy się zastanów, zanim postanowisz zrobić jakiś większy krok.
Potworny błąd, który może zniszczyć Ci życie
Jaki to błąd? Takim potwornym błędem jest odrzucenie odpowiedzialności za to, że związek nie wyszedł i zrzucenie tego wyłącznie na partnera.
To wręcz standard, że kiedy związek się kończy albo jest w nim kiepsko, przerzucamy odpowiedzialność na partnera. Łatwo powiedzieć „on po prostu jest toksyczny, nie da się z nim żyć”.
Oczywiście czasami możecie rzeczywiście mieć ogromnego pecha, związać się z totalnie niewłaściwą osobą i wtedy rozstanie jest najlepszą opcją. Ale w zdecydowanej większości przypadków, zwłaszcza wtedy, kiedy na początku związku wszystko było OK, wina za rozstanie leży po obu stronach. I nie mówię o tym, że to wina żony i teściowej, tylko częściowo też Twoja.
Jeśli tego nie przeanalizujesz, nie dowiesz się, co poszło nie tak, to niczego się nie nauczysz i zmarnujesz sobie kolejne lata życia. A potem będziesz się dziwić, że kolejny związek Ci nie wychodzi. I kolejny.
Nie zawsze te wszystkie błędy widać na pierwszy rzut oka. Często nie będziesz ich w stanie dostrzec, dopóki nie zdobędziesz więcej wiedzy i nie dowiesz się, jak dokładnie działają relacje.
To znowu trochę jak z budową domu. Kiedy w domowej instalacji elektrycznej jest usterka, to widać tylko, że nie ma prądu i nie działa żadne urządzenie.
Ale co konkretnie się stało, że powstała taka usterka? Dom jest zły? Dopóki nie dowiesz się, jak działa instalacja, jakie są jej elementy i co można naprawić,
nie będziesz w stanie nic z tym zrobić.
W tym miejscu chciałbym powiedzieć jedną rzecz: brawo Ty!
Gratuluję Ci decyzji o zdobywaniu wiedzy na temat związków – to odróżnia Cię od co najmniej 90% społeczeństwa, a więc od ludzi, którzy niestety potrafią tylko narzekać, że coś nie idzie, ale żeby coś z tym zrobić, to już nie za bardzo.
Do tej pory pokazywałem Ci, jak dużo możesz zrobić, żeby zmienić swój związek. To, jak dokładnie to zrobić, krok po kroku, czyli jak zabrać się za budowę tego metaforycznego domu, nie jest materiałem na niewielką broszurę, tylko na co najmniej kilkanaście godzin przyswajania wiedzy i kilka miesięcy treningu. Jak już wspomniałem, właśnie kończę tworzyć szeroki program treningowy. Nazwałem go Love Alive System. Jest to ułożenie całej tej wiedzy i potrzebnych umiejętności w cztery praktyczne kursy albo raczej: programy treningowe.
Czy jesteś zainteresowany? Na końcu broszury znajdziesz okazyjną ofertę całego systemu.
Jeśli uznasz, że nie chcesz zdobywać więcej wiedzy i wystarczy Ci w zupełności to, czego nauczyliście się z tekstu powyżej, możesz dalej nie czytać.
Bardzo ubolewam nad tym, że najczęściej z mojego systemu będą korzystały
te osoby, które już mają kryzys w związku i pilnie potrzebują pomocy, bo ich związek albo już się rozpada albo może się rozpaść lada chwila. Związek jest tymczasem tak ważną kwestią, że każdy powinien taką wiedzę zdobywać
i ćwiczyć dużo wcześniej, nawet przed wejściem w związek, a nie dopiero
w czasie kryzysu.
To trochę tak jak ze zdrowiem: najczęściej o nie nie dbamy, dopóki nie zaczyna go brakować. Gdyby pomyśleć o nim ciut wcześniej, można by sobie zaoszczędzić mnóstwa kłopotów i cierpienia.
Dlatego uważam, że ten program jest absolutnie dla wszystkich, którzy kiedykolwiek chcą być w związku.
Dobre wieści dla Ciebie
Kluczowe elementy Love Alive System
System składa się z czterech programów treningowych, które skupiają się osobno na każdym z czterech omówionych wyżej aspektów związku.
Istotnym dodatkiem jest także gra planszowa dla par - świetny sposób na dobrą zabawę przez wiele wspólnych wieczorów. Gra jest zaprojektowana tak, żeby pogłębiać więź między partnerami, uczyć dobrych nawyków i dzięki temu wzmacniać cały związek.
Ostatnim elementem są konsultacje z doświadczonym ekspertem, który w razie potrzeby porozmawia z Tobą, dokładnie zbada sytuację i ułoży dla Ciebie indywidualny plan działania.
Pokażę Ci teraz w skrócie moją ofertę szkoleń.
Doskonałe Relacje - Trening Komunikacji w 30 dni
Pierwszym kursem jest 30-dniowy trening komunikacji „Doskonałe Relacje”.
To właśnie w tym kursie zawarłem całą swoją wiedzę na temat komunikacji
w związku, jaka jest Ci potrzebna, żeby znacząco ograniczyć ilość kłótni i zacząć lepiej dogadywać się ze swoim partnerem.
Ten kurs składa się z dwóch części. Pierwsza to teoria, a druga – codzienne ćwiczenia w formie wideo, które dostajesz na maila przez 30 dni.
Cena tego kursu na mojej stronie internetowej wynosi 197 zł.
Zarządzanie konfliktami w związku
Drugi program szkoleniowy to kurs Pokojowy Związek, w którym uczę, w jaki sposób zarządzać konfliktami w związku. Czyli: jak radzić sobie z każdym rodzajem konfliktu – także z tymi najtrudniejszymi, które powstają na tle światopoglądów czy nawet religii.
Oprócz tego mówię w nim o tym, jak przerobić traumatyczne przeżycia
z przeszłości, które być może cały czas się za Tobą ciągną. Dodatkowo pokazuję, jak nauczyć się wybaczać – nie tylko sobie, ale też partnerowi.
Może się okazać, że to właśnie ta część, tylko obejrzana razem z partnerem, pomoże Ci z miejsca zakopać topór wojenny i mocno złagodzić atmosferę
w związku.
Cały kurs składa się z dwóch części: po przerobieniu całej części teoretycznej dostajesz codziennie przez 30 dni ćwiczenia na maila. A te ćwiczenia to nic innego jak nagrane przez prawdziwych aktorów, dokładnie rozłożone na czynniki pierwsze scenki rozmaitych konfliktów.
Przepracowanie sobie takich scenek to naprawdę świetny sposób na opanowanie w praktyce takich umiejętności, bo po tym, jak przez miesiąc codziennie będziesz miał do czynienia z analizą tego, jak powinny być zarządzane konflikty, to nie będziesz miał wyjścia, tylko naprawdę zaczniesz zupełnie inaczej patrzeć na konflikty w Twoim związku i zupełnie inaczej zaczniesz je rozwiązywać.
Regularna cena kursu będzie wynosiła 197 zł.
Pokonaj kryzys w związku
Ten kurs to taka apteczka pierwszej pomocy dla każdej relacji, która już teraz przeżywa kryzys i wymaga szybkiej naprawy, ALE oczywiście pomoże też zabezpieczyć się przed kryzysem. Zdecydowanie warto jest wcześniej zdobyć tę wiedzę i do kryzysu w ogóle nie dopuścić.
To właśnie w tym kursie dokładnie opisuję działanie równowagi zaangażowania w związku i pokazuję, w jaki sposób można ją naprawiać bez względu na to, na niekorzyść której strony została zachwiana. Bardzo obszernie opisuję wszystkie możliwe przyczyny kryzysu, z jakimi zetknąłem się przez kilkanaście lat prowadzenia konsultacji.
Regularna cena kursu będzie wynosiła 197 zł.
Przyjaciel na całe życie
Następny kurs to „Przyjaciel na całe życie”. Opisuję w nim, co dokładnie zrobić, żeby pogłębić więź ze swoim przyjacielem i dużo mocniej się z nim zaprzyjaźnić.
Przypominam, że to właśnie dzięki temu nie tylko zabezpieczysz swój związek przed kryzysami i zdradami, ale przede wszystkim oboje z partnerem zaczniecie zdecydowanie więcej satysfakcji z Waszej relacji.
Ten kurs również składa się z dwóch części: teoretycznej i praktycznej.
Po przyswojeniu wiedzy będzie czas na 30 dni ćwiczeń. To jest formuła,
która zdecydowanie najlepiej działa, jeśli chodzi o opanowywanie wiedzy
i wykorzystanie jej w praktyce, dlatego stosuję ją, kiedy tylko się da.
Regularna cena kursu: 197 zł.
Konsultacje indywidualne lub gra
W skład pakietu wchodzi także 45 minut konsultacji z doświadczonym ekspertem (wartość: 249 zł) ALBO gra planszowa „Wygraj Związek”,
której zwykła cena to 199 zł.
Konsultacje z trenerem, to indywidualna forma pomocy, potrzebna tylko
w trudniejszych sytuacjach, bo kursy są tak stworzone, że to z nich dowiesz się najwięcej. Taka pomoc często może się okazać wręcz bezcenna,
dlatego kupując pakiet Love Alive System zyskasz dostęp do specjalisty,
który najpierw dokładnie zapozna się z Twoją sytuacją, a potem podpowie Ci dokładny, indywidualny plan działania krok po kroku.
Z konsultacji nie musisz korzystać od razu - masz na to aż ROK.
Zamiast konsultacji możesz jednak wybrać grę Wygraj związek.
Jest to klasyczna gra planszowa, gdzie rzuca się kośćmi i rusza pionkami.
Nie rywalizujesz w niej z partnerem, tylko grasz wspólnie z nim przeciwko przeciwnościom losu. Gra symuluje prawdziwy związek, uczy komunikacji, pozwala pogłębiać więź z partnerem, bo wymaga współpracy i rozmów.
Jest to więc idealny sposób na pożyteczne spędzenie czasu razem, a do tego pracy nad Twoim związkiem. Może to być także Twoja tajna broń na czas kryzysu.
Konsultacje są domyślną opcją w tym pakiecie, ALE jeśli czujesz, że sytuacja
w Twoim związku wcale nie jest tak poważna, to zamiast konsultacji możesz wybrać grę planszową. Jak to zrobić? Podczas składania zamówienia po prostu podaj nam swój adres do wysyłki gry.
Tej decyzji też nie musisz podejmować od razu. Jeśli np. za miesiąc stwierdzisz, że jednak nie chcesz konsultacji, a jeszcze z nich nie skorzystałeś, tylko wolisz grę, to wyślij nam na maila kontaktowego taką informację razem z adresem
do wysyłki, a bez pytania wyślemy Ci grę planszową.
Klub VIP
Oprócz tego w skład pakietu wchodzi także dostęp do naszej prywatnej grupy na Facebooku. To właśnie dzięki tej grupie będziemy tworzyć społeczność, która może sobie nawzajem pomagać i dzielić się swoimi doświadczeniami. Oprócz tego nad tą grupą będę czuwał ja oraz mój trener Kacper,
a w przyszłości, kiedy grupa się rozwinie, także inni trenerzy.
Ten pakiet zakłada DOŻYWOTNI dostęp do grupy. To znaczy, że kiedy będziesz miał jakąś rozterkę w swoim związku, to zawsze możesz tam napisać, a otrzymasz wsparcie i radę.
Taki dostęp otrzymają tylko osoby, które mają wszystkie kursy Love Alive System. Jego zwykła cena będzie wynosiła 497 zł, a za jakiś czas być może nawet będzie cena abonamentowa.
To, że teraz masz okazję dołączyć do naszego VIP KLUBU w jednym okazjonalnym pakiecie, jest spowodowane tylko tym, że oferta jest cały czas przedsprzedażowa i dopiero zaczynamy tworzyć tam naszą społeczność.
Regularna wartość kursów
Gdybyś już za dwa miesiące chciał kupić te wszystkie produkty, to będziesz musiał za nie zapłacić 1534 zł.
Regularna wartość kursów
Podam Ci teraz pewną metaforę.
Po tym, jak nad moim domem jakiś czas temu szalała ogromna burza, a piorun trafił w dom mojego dalszego sąsiada, spowodował pożar i ogromne zniszczenia, stwierdziłem, że fajnie byłoby mieć piorunochron. To jednak przydatne urządzenie. A czy wiesz, ile kosztuje piorunochron? Możesz to sprawdzić na kalkulatorach budowlanych: w zależności od wielkości domu koszt razem z montażem wynosi od 3 do 5 tysięcy zł.
Mądrzy ludzie kupują i montują piorunochrony. Wydają co najmniej 3 tysiące zł, żeby nie spalił im się dom. Owszem, dom jest ubezpieczony, ale nikt nie chce mieć spalonego domu.
Nie wiem jak Ty, ale ja uważam, że dla większości ludzi rozwód czy rozpad związku jest czymś dużo straszniejszym niż uderzenie pioruna. A wiem to i nie mam najmniejszych wątpliwości, bo często pomagam naprawiać związki już po rozstaniu. Ostatnio rozmawiałem z człowiekiem, który dowiedział się, że jego żona chce rozwodu. I nagle cały świat mu się zawalił. Sukcesy zawodowe nie miały żadnego znaczenia. Nie mógł o niczym innym myśleć, nie mógł nawet jeść ani spać.
W każdym razie cały Love Alive System, który stworzyłem,
to swego rodzaju piorunochron dla Twojego związku, czyli dla jednego
z najważniejszych obszarów w Twoim życiu. Dlatego właśnie uważam, że cena 1534 zł za zupełnie bezcenną wartość, jaką jest ochrona Twojego związku,
jest wręcz śmieszna. A za chwilę przedstawię Ci jeszcze propozycję przedsprzedażową.
Gotów?
Okazja przedsprzedażowa
Tylko teraz możesz dostać wszystkie te produkty jedynie za 397 zł,
czyli aż 75% taniej.
Kup zestaw kursów
Przejdź do sklepu, a otrzymasz wszystkie kursy w promocyjnej cenie
Jeden warunek
To jest tak duża zniżka, że niestety jest jeden warunek. Kupując te produkty w takiej cenie zgodzisz się na to, żeby podać swój numer telefonu, a ja albo mój trener zadzwonimy do Ciebie za parę miesięcy, kiedy przerobisz wszystkie kursy, żeby zapytać Cię o opinię i ją nagrać. A później niektóre z tych opinii wykorzystamy anonimowo na naszej stronie sprzedażowej.
Jeśli sobie życzysz, użyjemy programu komputerowego, który zmieni Twój głos, tak że będzie nie do poznania.
To jest jedyny powód dla którego daję Wam dzisiaj tak dużą zniżkę i dlatego ta zniżka jest limitowana dla pierwszych 30 osób.
Bezwarunkowa gwarancja satysfakcji
Do tego jak zawsze na wszystkie moje kursy daję Ci moją osobistą bezwarunkową roczną gwarancję satysfakcji - co znaczy, że jeśli nie będziesz absolutnie zachwycony tą wiedzą, to wystarczy jeden mail na info@jakzdobywac.pl i zwrócimy Ci wszystkie pieniądze.Gwarancja jest naprawdę bezwarunkowa. Wystarczy, że nas poinformujesz o chęci zwrotu, bez podawania przyczyny, a moi asystenci wyślą Ci zwrot wszystkich pieniędzy w ciągu jednego dnia roboczego. A do tego jeśli wybrałeś grę, to możesz ją sobie zatrzymać i jej nie odsyłać, a zwrot i tak dostaniesz. Zatem w tej transakcji to ja ponoszę całe ryzyko.
Love Alive System, to sposób na szczęśliwy związek do końca życia
- To coś zupełnie innego niż terapia par.
- Ciekawostka: terapia par to najmniej skuteczna forma terapii.
- Pani psycholog w TVN zapytana o to jaka jest skuteczność terapii par, powiedziała, publicznie podczas wywiadu, że woli nie mówić, żeby bo nie chce odstraszyć wszystkich klientów.
- Często są w nią zaangażowani psychologowie po szkole terapii indywidualnej i mają niewielkie pojęcie o związkach.- Terapia par ma wiele nurtów, które najczęściej nie są oparte na naukowej metodzie.
- Nawet najlepsze terapie proponowane np. Przez Johna Gottmana, czyli najbardziej zasłużonego badacza związków na świecie, zakładają, że terapia ma sens, kiedy obie strony są zaangażowane.
- Mimo, że szanuje Gottmana, przeczytałem wszystkie jego książki, niektóre 2 razy i zgadzam się z jego odkryciami praktycznie w 100%, to jednak moje doświadczenie i doświadczenie innych terapeutów, nawet samego Gottmana pokazuje, że zdecydowana większość przypadków par, które potrzebują terapii trafia tam dlatego, że tylko jedna strona chce tej pomocy, a druga albo w ogóle nie chce, albo jest ciągnięta na siłę.
- Sam Gottman podaje statystyki mówiące, że pary zgłaszają się na terapię średnio o 6 lat za późno.
- Dlatego pomaganie tylko tam gdzie dwie strony chcą, to pójście na łatwiznę.
- To tak jakby uczyć negocjatorów FBI, że mogą pracować tylko wtedy, kiedy porywacze chcą się poddać i wypuścić zakładników. Podczas gdy najważniejsze zadanie to pomóc wtedy, kiedy druga strona już nie chce. Kiedy jest już spora przestrzeń między partnerami i powstała duża wrogość.
Bardzo dobrze widać to na przykładzie tego co działo się w historii ludzkości
Dawno dawno temu, już długo przed naszą erą, wojny były czymś na porządku dziennym w życiu każdego człowieka. Zupełnie normalne było to, że kiedy tylko przychodziła wiosna i robiło się cieplej, jedno plemię atakowało drugie, łupiło co się dało, podbijało jak najwięcej terytorium, a kiedy przyszła zima, ludzie leczyli rany, tylko po to, żeby na wiosnę znowu ruszać na wojnę.
Jednak z rozwojem cywilizacji spory stawały się coraz mniej krwawe. Najczęściej bitwy prowadzono do momentu, w którym ewidentnie jedna ze stron zyskiwała przewagę - i kiedy druga strona zaczynała przegrywać, to najczęściej po prostu się poddawała i prosiła o pokój.
Prawdziwa rewolucja przyszła w starożytnej Grecji, kiedy to wynaleziono system adwersarialny - czyli coś na kształt dzisiejszych sądów. Dzięki temu, kiedy jakiś jeden człowiek mający władzę miał problem z drugim, zamiast od razu zbierać armię i iść z nim na wojnę, mógł po prostu wybrać kogoś komu oboje ufali, kto mógł zadecydować kto ma rację - i dzięki temu można było uniknąć rozlewu krwi.
Kup zestaw kursów
Przejdź do sklepu, a otrzymasz wszystkie kursy w promocyjnej cenie